Na wschód od nas

W związku z trwającym od pewnego czasu kryzysem na Ukrainie należy sobie postawić wiele pytań. Polska poparła chęć wstąpienia Ukrainy do Unii Europejskiej jednocześnie kierując ten kraj w stronę zachodu. To nie spodobało się władzom na Kremlu traktującym Ukrainę jako swoją odwieczną strefę wpływów. Rzeczywiście Ukraina po oderwaniu się od Rzeczpospolitej była ściśle związana z Rosją. Przez wieki. I tym samym nasze stosunki z Federacją Rosyjską uległy znaczącemu pogorszeniu. Polska jest aktywnym członkiem NATO, braliśmy udział w walkach w Iraku i Afganistanie. Czy mamy się czego obawiać?

Po upadku Związku Radzieckiego Federacja Rosyjska była krajem mocno osłabionym przez liczne problemy wewnętrzne. Przegrana wojna w Czeczeni była hańbą i ukazała Rosję jako kraj słaby. Kwitła korupcja, pojawiła się oligarchia, a aparat państwowy był słaby. Przez ten czas Polska wstąpiła do NATO. Wiele zmieniło się, kiedy prezydentem i premierem został były oficer KGB Władimir Putin. Nastały rządy silnej ręki, a w kraju zaczęto przywracać porządek nierzadko przy tym wykorzystując stare sprawdzone sposoby. Przykładem było zesłanie jednego z oligarchów Michaiła Chodorkowskiego do kolonii uranu. Rosja zaczęła wstawać z kolan. Obecny kryzys ukraiński pokazał, że Rosja jest bardzo silnym krajem, który nie oprze się łatwo woli mocarstw zachodnich. Szacuje się, że Rosja to druga potęga militarna na świecie, zaraz po Stanach Zjednoczonych.

Ta wielka potęga jest tuż obok nas, a wojska NATO rozlokowane na terytorium Polski i krajów bałtyckich są nieliczne. Wschodnia flanka NATO jest słaba. Spowodowane jest to niechęcią drażnienia Rosji. Ale Polska domaga się bardziej zdecydowanych działań. Mamy do tego prawo – jako aktywny członek NATO gotowy do niesienia pomocy.

Niestety, mamy się czego obawiać. Rosja ma potężną armię w dodatku najliczniejszy arsenał atomowy na świecie. Do tego po amerykańskiej interwencji na Bałkanach zmieniona została doktryna wojenna. Odtąd Rosja może użyć broni atomowej przeciwko każdemu państwu stanowiącemu dla niej zagrożenie. Białoruś jest krajem sprzymierzonym z Rosją, przez który mogą wojska rosyjskie mogą swobodnie przechodzić. Nawet parokrotnie ćwiczono na Białorusi manewry symulujące atak na takie państwo jak Polska. Był to wyraźny sygnał dla nas. Poza tym szacuje się, że państwa nadbałtyckie, a więc Litwa, Łotwa i Estonia w razie wojny wytrzymają najwyżej trzy dni. I tu pojawia się pytanie – co powinien zrobić sojusz?

Nie tylko broń nuklearna stanowi o sile rosyjskiej armii. Wojska konwencjonalne tego kraju są również bardzo silne, w szczególności lądowe. Niedawno zaprezentowano czołg T-14 armata, nowoczesny rosyjski czołg o zdumiewających parametrach. Wprawdzie trochę czasu upłynie nim T-14 stanie się głównym czołgiem armii rosyjskiej produkowanym na masową skalę, ale jednak. Jest to przykład tego czym dysponuje Rosja. Warto dodać, że ich wojska lądowe są liczne, to są tysiące czołgów, wozów bojowych, żołnierzy piechoty wspieranych przez artylerie, wieloprowadnicowe wyrzutnie rakiet, samoloty, helikoptery bojowe, specnaz i pozostałe rodzaje wojsk.

Sojusz z założenia powinien bronić swoich członków. Jak do tej pory nie doszło do inwazji Rosji na kraje stowarzyszone w NATO. Ale wszystko się może zdarzyć. Jak wtedy powinien zareagować Sojusz Północnoatlantycki? Wydaje się, że lepiej zapobiegać niż leczyć. Wzmocnienie wschodniej flanki NATO mogłoby mieć wpływ na wiarygodność sojuszu. Państwa członkowskie mogłyby czuć się bezpiecznie, a zaufanie do sojuszy by wzrosło. Sam sojusz byłby również w dogodniejszej sytuacji. Nie stanąłby w obliczu faktu dokonanego. A co jeśli któryś z krajów członkowskich zostanie zajęty przez Rosję? Wtedy w NATO może dojść do kryzysu. Dlatego decydenci tego sojuszu powinni przeanalizować swoją strategię obronną.

Dodaj komentarz